Rano...słonecznie, duszno, gorąco... Człowiekowi odechciewa się wszystkiego... siedziałby w domy i okładał się kostkami lodu...
W głośniku Alicia Keys chłonę te dźwięki jak czekoladę bo tylko w taki sposób mogę zaspokoić moje pragnienia...
Teraz za oknem deszcz i burza ... wsłuchuje się jak uderza o podłożę ulicy ... bardzo uspokajające!!! Nadal jest tak gorąco ale deszcz sprawia że chciałoby się wyjść na zewnątrz i tańczyc... Znowu chciałabym byc małą dziewczynką i tanczyć w deszczu ... ubrać kalosze i skakac po kałużach!!!Wiatr przyjemnie wpada przez okno rozwiewając moje włosy... Cóż mi pozostaję , siedzę sama w domu... W sobotni wieczór siedzę w domu... znów odczuwając uczucie bezradności...nic na to nie poradzę ... Przyjaciółka wyjechała(Gosia-moja jedyna przyjaciółka,jesteśmy z jednego roku tylko ona z Lutego a ja z Grudnia.Z racji, że ja nie zdałam w drugiej klasie LO muszę jeszcze chodzić do szkoły, a Ona ma już wakacje) Niegdyś miała jeszcze trzy przyjaciółki ,ale coś się zepsuło... w zasadzie to nie wiem dlaczego?Czasami mam wrażenie ze to tylko i wyłącznie moja wina ,ale Gosia i ludzie ,z którymi rozmawiałam o tym wszystkim zapewniają mnie ze wina leży po dwóch stronach... Wyglądało to tak, że w momencie gdy dowiedziała się że będę pisała egzamin poprawkowy z matematyki było mi bardzo wstyd i nikomu o tym nie powiedziałam(oprócz Gochy)wyjechałam na całe wakacje do babci i tak brała korki.Miałam nadzieję że zdam... no niestety nie zawsze jest tak jak byśmy chcieli... Nie zaliczyłam egzaminu poprawkowego i miała następny problem...Muszę powiedzieć dziewczyną że nie zdałam... (ach!!! zapomniała wspomniec że dziewczyny nie odzywały się do mnie przez cały dwa miesiące...mimo iż próbowałam dzwonic zawsze złożyło się jakoś tak że albo ja albo one nie odebrały telefonu)Postanowiłam że im powiem...(postanowiłam dopiero pod koniec września...)
Było to dla mnie trudne zważając na to co działo się w mojej głowie... jeden wielki chaos... czułam się odrzucona ,niedowartościowana... po prostu czułam się źle ...ale zebrała się na odwagę i powiedziałam im o tym... no cóż liczyłam na trochę inną reakcję... Tak w wielkim skrócie... potem było bardzo dziwnie... Zależało mi żeby porozmawiać tak w cztery oczy z Karą(nie będę udawac że Ona była dla mnie najważniejsza ,zawsze liczyłam się z jej zdaniem, ale chyba nie umiałam z Nią rozmawiac... zawsze jak chciała podjąć jaką ważną rozmowę bo np. posprzeczałyśmy się ... mimo że obiecałam sobie że powiem jej wszystko co leży mi na sercu... to gdy przychodziło co do czego to nie potrafiłam... nagle zapominałam języka w gębie... Nawet kiedy wracałysmy razem do domu tylko we dwie zawsze zapadała niezręczna cisza...)Ona nie miała dla mnie czasu... Z czasem mój stan psychiczny pogarszał się.Przynajmniej ja tak czułam.Czułam się bardzo zle ... przestałam wychodzic do ludzi ... Jedynie do szkoły i z powrotem, na zakupy ,ale tylko dlatego bo mi mama kazała , no i wyrzucic śmieci...zaczynała jeść coraz więcej,coraz mniej się ruszac ... Z czasem zauważyłam ze przytyłam...ale co tam... Przecież jak jadłam to czułam się lepiej !!! o tak!!! dużo lepiej... szkoda że to czucie sie lepiej trwało tylko kilka minut, potem wpadałam w szła że zjadłam tak DUŻO(zważają ,a w zasadzie to nie zważając na to że mam cukrzycę)no i tak PRZEJADŁAM całe 6 miesiące... w między czasie dowiedziałam się że mam ciśnienie w gałkach ocznych...Czułam sie coraz bardziej samotna i zła na siebie bo wiedziałam że ja spowodowałam ten stan... Oczywiści e nie obyło by się bez kłótni z rodzicami...Potem nadszedł najgorszy moment mniej więcej po dwóch trzech miesiącach... Jechałam do szkoły i płakałam(zdarzało mi się to niejednokrotnie)... Ludzie w autobusie dziwnie na mnie spoglądali...Stwierdziłam że nie mogę tak dłużej... To wszystko mnie przerosło ... Postanowiłam wyjąc pompę insulinową(taki mały sprzęcik [podobny do mp4]podający mi insulinę do organizmy przez 24h na dobę)i zaaplikować sobie taką dawkę ,która zwali mnie z nóg(pisząc zwali mnie z nóg mam namyśli dawkę ,która sprawi że się już nie obudzę)tak ... chciała ze sobą skończyć ... i wtedy pompa się wyłączyła...(oczywiście podała jakąś małą nieistotną dawkę po której nic mi nie było a potem się zatkała...)Wtedy dotarło do mnie co ja do cholery robię!!!! Czy do reszty zwariowałam...Jeżeli chodzi o dziewczyny to do tej pory żadna się do mnie nie odezwała...Jest Gosia !!! no i jest mój pewien chłopak ... z mojej nowej klasy... znałam go już wcześniej ponieważ chodziliśmy razem do pierwszej klasy LO tylko ,że jemu nie powiodło się w pierwszej klasie , no a mi w drugiej więc znów się spotkaliśmy :) Nawet cieszę się z tego że miałam okazję go bliżej poznac... Myślę że On jest ważny dla nie zaraz po Gosi... :)nie jest moim przyjacielem ani nie wie o mnie dużo rzeczy w zasadzie to nic o mnie nie wiem... ale gdy jestem w jego towarzystwie to czuje się bardzo swobodnie ,dobrze ,wiem że mogę by sobą... a co najważniejsze to On bardzo mnie rozbawia!!! Rozśmiesza mnie do łez!!! Najciekawsze w tej całej sytuacji jest mój katecheta ksiądz bo za każdym razem gdy mnie widzi pyta się mnie co jest nie tak ... mówi że widac że coś mnie gryzie ... mówi że widać ze czymś się przejmuje i ze jestem podłamana...